Parapert w poznaniu
Kiedyś to widziałam, albo mi się śniło, miasto pachnące wilgotnym kamieniem i lśniące jak marmur Poznań spowity mglą, tak gęstą że jedyne co widać przez okno to parapety Poznań zacięty i zimny, siniejący palcami zaciśniętymi na poręczach tramwajów i błyszczący niczym szklane biblioteczne blaty. Poznań uczniów i studentów, otwarty dla wszystkich chcących zatopić się miękkiej mgle otulającej przyjaźnią jak ciepłym kocem, delikatnej jak puch a stabilnej jak marmur. Poznań gdzie cieszą człowieka wszystkie szczegóły, buty, chmury, parapety Poznań gdzie cieszą wszystkie zamazane przez uczniów blaty. Poznań gdzie czujesz się u siebie, jak nigdy jeszcze nie czułeś się w żadnym mieście, jak jeszcze nigdy wcześniej nigdzie nie poczuł się nikt. Jedyne miejsce na ziemi gdzie nie prawda jest znane ludowe przysłowie "są ludzie i parapety"- poznań wypełniony jest tylko ludźmi, wyjątkowymi w dodatku, wesołymi, otwartymi, dorosłymi, dziećmi, studentami, którzy zabazgrują uczelniane blaty, poznań należy do nich wszystkich w równym stopniu tak samo jak dla masy różnorodnych grup na wymienianie których nie starczyłoby czasu w tym stuleciu. I pomimo, ze śliski kamień to nie marmur, poznań nie potrzebuje go żeby oślepiać ekskluzywnością i zaspakajać żądze duszy tak wielkich zastępów ludzi, do których zaliczyć można każdą prawie osobą, która choć raz zawitała w granicach tego miasta.
